Długopis
Sš różne formy zbieractwa, kolekcjonowania lub po prostu kleptomanii. To te formy ludzkiej „twórczoœci” nie różniš się? Różniš, różniš – płaci się lub nie za przedmioty które majš zapełnić półki, œciany, szafy, regały lub po prostu szuflady.
Czy ja coś zbieram? Lubię pióra wieczne ale mam ich pięć i trudno to nazwać zbieraniem. Natomiast długopisy to mi się same zbierają! Kleptomania? Nie, jakoś same tak się zbierają i wcale nie chcą się tak wypisać aby je można było w końcu powyrzucać. Może dlatego, że mało nimi piszę bo przecież większość mojego pisania to wstukiwanie do komputera? Nie mniej co by nie mówić mimo, że co pewien czas wyrzucam część wyschniętych długopisów to ilość długopisów w domu wzrasta powoli jak moja waga na przestrzeni lat.
Pierwszy długopis to przywiózł mój ojciec z wystawy w Poznaniu tak około 1957 roku. To dopiero było cudo! Zielony metalik i pisał bez zamaczania a ja wtedy to pisałem stalówkami co to bez kałamarza, napełnionego kałamarza, nijak nie chciały pisać. Długopis ojca po wypisaniu się musiał kilka lat czekać aż u nas pojawiły się takie wkłady co to do niego można było używać. Widać blisko małpy wtedy byliśmy ale my dzieci o tym nie wiedzieliśmy i dobrze.
Kilka lat temu byłem na wystawie Przemysłu Zbrojeniowego w Kielcach.
A co? długopisy tam wystawiali?
No nie, broń i to całe wyposażenie do prowadzenia wojaczki co roku tam wystawiają.
A co – broń zbierasz?
Nie, nie pozwalają – u nas nie tak jak w Niemczech gdzie każdy kto normalny i nie karany może broń kolekcjonować.
No dobrze, byłem na tej wystawie z racji zainteresowań, dziennikarskich zainteresowań ochroną mienia a więc także bronią i tym wszystkim co potrzebne i przydatne do ochrony ludzi, mienia i informacji. Dwa dni tam chodziłem od stanowiska do stanowiska, patrzyłem, pytałem, fotografowałem, notowałem i smutno mi było że Świat tak daleko poszedł w rozwoju a my?
Już przed samym odjazdem do Warszawy jeszcze raz przeszedłem od początku do samego końca wystawy i wracam już do wejścia. Na wystawie tłum i wystawców i zwiedzających a przede mną, obok i z tyłu sami tacy jak ja ciekawi broni. Idę ale cos mi nie pasuje bo przede mną idzie człowiek w kurtce a spod kurtki wystaje lufa karabinka. Zaraz, zaraz – jeśli to ma być ochroniarz to całkiem bez sensu. Przecież tu na tej wystawie, w takim tłumie użycie Kałasznikowa nawet w najbardziej szczytnym celu tylko biedy może narobić. Nie jest to więc ochroniarz.
Wystawca też to nie jest bo on by niósł broń na wierzchu – no więc kto to? Chyba złodziej i jeszcze idzie w kierunku wyjścia. Idę za nim i szukam ochroniarzy wystawy. Już blisko wyjścia z hali jest dwóch ochroniarzy, szybka informacja – jeden ze mną a ten drugi co musiał zostać wzywa wsparcie. Nie wiemy przecież z kim mamy do czynienia a ten w kurtce chyba się już zorientował bo zawrócił i wchodzi między stoiska.
Dopędziliśmy go, szybkie popchnięcie w kąt stanowiska i bacznie patrzę czy po coś nie sięga bo jak by coś kombinował to bez chwili wahania muszę go na ziemię przewrócić.
„Zdejmuj co tam masz pod kurtką”
„Wy nie wiecie kto ja jestem i co z wami mogę zrobić” - grozi ten w w kurtce z wkładem metalowym.
„Zdejmuj, ale już!”
Ociągał się ale całe szczęście pojawiło się wsparcie w postaci pięciu rosłych agentów ochrony i szybko z pod płaszcza wyciągnęli temu mądremu Kałasznikowa z takim laserowym trenażerem!
A więc jednak złodziej.
Biorę w rękę jego kurtkę – ciężka. Co on tam ma? Eee, tylko butelka koniaku. Ochroniarze zajęli się już pokornym delikwentem a ja biorę to żelastwo z laserem i mówię do agentów, że odniosę na stanowisko bo chyba wiem skąd wzięte. Zgodzili się, więc idę na sam koniec hali, podchodzę do stanowiska i pytam czy to ich.
„Nie, nie nasze” - oj to niedobrze.
„A czyje?”
„Sąsiadów”
Idę do sąsiadów i z tyłu trzymam Kałasznikowa.
„Nic wam nie zginęło?”
„Nie”
„A to nie wasze?”
„O cholera” i sięgają po żelastwo.
„Dobrze, dobrze ale coś mi się za to znaleźne należy”
„Długopis może być?”
„Może”
I tak mam jeszcze jeden długopis którego nie wypada wyrzucić z nadrukiem firmowym producenta trenażerów laserowych.
Czy mam długopisy które lubię? Tak, mam trzy których nie wyrzucę, pamiątkowe i lubię je.
A co było dalej z tym co chodził z Kałasznikowem pod kurtką? A to już inna historia na inne opowiadanie ale nie wiem czy warto pisać.
SJS 9.12.2004
Odwiedź nas na facebooku
Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.

Waszym zdaniem