KurierGarwoliński.pl

czan maj 2022

Wspomnienia z lat, które przeszły

Stoczek Łukowski

Dodano:

Dziœ już niewielu pamięta jak wyglšdały autobusy PKS-u które starały się utrzymać komunikację w latach pięćdziesištych. Przód tych autobusów przypominał dzisiejsze ciężarówki używane do cišgnięcia naczep.

Silnik wysunięty był do przodu i na błotnikach przyczepione były takie śmieszne wystające pręty zakończone lizakami które miały ułatwiać kierowcy ocenę szerokości możliwego przejazdu przez zwężenia. Czy pomagały to ja nie wiem ale na pewno trzęsły się i wtedy gdy autobus jechał i wtedy gdy stał.

Takim autobusem jechałem z matką jako dzieciak z Siedlec do Garwolina. Autobusy jeździły w tamtych czasach rzadko więc najczęściej były wypełnione do granic możliwości. W Stoczku Łukowskim - tym z piosenki "grzmią pod Stoczkiem armaty..." przebudowywano przejazd przez tory. Dokładnie to budowano wiadukt i zmontowano tymczasowy przejazd dołem po torach.
Kierowca autobusu znał dokładnie możliwości pojazdu którym mu przyszło kierować więc przed przejazdem kazał wszystkim wysiąść i przejść na piechotę na drugą stronę torów - nam też. Pusty autobus przejechał po przejeździe, wspiął się na szosę i zatrzymał. Wszyscy rzucili się do autobusu i wszyscy wsiedli. No może nie wszyscy bo dla mnie i dla mojej matki miejsca już nie było, drzwi się nawet nie bardzo chciały domknąć. Kierowca się zezłościł, kazał wszystkim wysiąść i najpierw kobieta z dzieckiem czyli my mieliśmy wsiąść. Zadowoleni ci pasażerowie to nie byli dlatego
pewnie matka siadła ze mną przy samym kierowcy. Autobus jak się okazało po takim
przewietrzeniu wnętrza mógł pomieścić wszystkich pasażerów i ruszyliśmy.
Kierowca opowiedział historie jaka mu się przydarzyła. Jechał nie tak dawno na tej samej trasie i między przystankami zatrzymywała autobus kobieta z małym dzieckiem - nie zatrzymał się, nawet nie zwolnił ale nie przejechał nawet 200 metrów jak mu dętka w kole wysiadła. Chciał nie chciał zatrzymał się, dobiegła uradowana ta kobieta dziękując, że się zatrzymał bo ona z tym dzieckiem to musi natychmiast dostać się do szpitala bo coś mu się w oko wbiło a następny autobus to będzie za wiele godzin.
Wymiana koła nie trwała długo i kobieta dzięki przypadkowi dojechała w porę do szpitala. Od tamtego wydarzenia kierowca ten był szczególnie uczulony na kobiety podróżujące z dzieckiem.
Przypadek to jest wtedy gdy Pan Bóg chce być incognito.
 
SJS

Odwiedź nas na facebooku

Waszym zdaniem

Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.

Piekne czasy (, #IP ed84782b3d) Odpowiedz

A ja , zeby dojechac do babci i do dziadka w Ostrowie k/ Podleza najpierw musialam dotrzec do stacji PKP w Laskarzewie, potem pociagiem do Deblina ,z Deblina na nogach do przystanku w centrum i autobusem do Podleza / koniecznie warszawskim /i na nogach przez most, Podwierzbie do Ostrowa . Od rana 4,30 do wieczora i na drugi dzien piechota przez las do Lewikowa i dalej na nogach przez Lipniki do domu . Bylam z tata.// Chetnie bym to powtorzyla!!!//