KurierGarwoliński.pl

czan maj 2022

Wspomnienia z lat, które przeszły

Ciekawe?

Dodano:

Lubię zagadki. Lubię zagadki i lubię je rozwiązywać. Myślę, że u podstaw wielu moich działań można by doszukać się chęci poznania czy wręcz ulepszania Świata. Nie, nie całego Świata a jedynie wybranych, niewielkich jego fragmentów. Lubię rozwiązywać zagadki i problemy techniki, przyrody ale i zagadki które niesie ze sobą życie.

Różne rzeczy w życiu robiłem. Wymyślałem także, dla fizyków, super stabilne zasilacze których nie można było, właśnie ze względu na wyżyłowane parametry, tak po prostu kupić. Projektowałem zasilacze do laserów, karcinotronów i sam jeden Bóg wie do czego jeszcze. Czasami ja sam nie wiedziałem do czego ma służyć zasilacz. Dostawałem wypisane parametry i zasilacz miał je spełniać a gdzie miał pracować? Nie zawsze wiedziałem.
Jak sobie z tymi zamawianymi urządzeniami radziłem? Ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć po ponad dwudziestu pięciu latach że dobrze. Nawet bardzo dobrze. Laurka dla samego siebie? Nie, raczej zdziwienie, że nikt wtedy nie przekroczył tych progów które mnie się udało przekroczyć.
Lubiłem tę swoja pracę w Instytucie Fizyki chociaż płacili z każdym rokiem coraz mniej a wymagania były z każdym rokiem wyższe. To znaczy kwota na wydruku wypłaty rosła tylko jej porównanie do średniej krajowej z przelicznika 1,4 zmalała pod koniec lat siedemdziesiątych do poziomu 0,8.
To można zarabiać mnie chociaż płacą więcej? O tak – jak widać z tego porównania do średniej krajowej a nawet dużo mniej chociaż niby więcej. Najlepsze czasy w Instytucie to był okres gdy dyrektorem był profesor Jerzy Kołodziejczak – później już było tylko gorzej.

REKLAMA:


Czasy gdy za czytanie technicznej literatury w innych językach niż polski i rosyjski groziły utratą pracy co prawda już należały do przeszłości niemniej jakoś tak skonstruowano układy i powiązania w tamtym RWPG czy jak kto woli w Bloku Wschodnim, że przepływ informacji o aparaturze elektronicznej był tylko trochę powyżej zera i tylko dzięki jakimś przypadkom można było wymyślić coś naprawdę unikalnego, poszukiwanego w innych krajach demoludu. No chyba że to coś miało brać udział w radzieckim programie kosmicznym. Jeśli nie, urządzeniem nawet najbardziej unikalnym mogło się cieszyć najwyżej kilka osób.
Główna siła polityczna tamtych lat poświęcała większość swojego czasu na tworzenie list ludzi niepewnych politycznie przy zerowym zainteresowaniu tworzeniem list fachowców.
Kilkadziesiąt ciekawych rozwiązań wymyśliłem i nawet trafiłem na nieopisane nigdzie zjawiska. Duchy? Nie – czysta technika. Zaczęło się od zamówienia zasilacza o bardzo dużej stabilności lecz aby uzyskać stabilność na przykład 2x10-6 konieczne było znalezienie jeszcze bardziej stabilnego źródła napięcia odniesienia czyli wzorca do którego miało być porównywane napięcie wyjściowe zasilacza.
Wtedy w latach siedemdziesiątych a nawet osiemdziesiątych uzyskanie takich stabilności było na granicy możliwości technicznych. W pierwszych zasilaczach jako źródło napięcia odniesienia używałem ogniwa rtęciowe i przy zapewnieniu im stabilnej temperatury i wyeliminowaniu wpływu termosił na lutowaniach elementów można było uzyskać całkiem znośne wyniki. Ogniwa te miały jednak dość kłopotliwa wadę – napięcie cały czas powoli lecz bezustannie spadało czyli dla uzyskania krótkotrwałych pomiarów spełniało zadanie lecz dla uzyskania kilkudniowej, wysokiej stabilności już był kłopot.
A nie było wtedy diod Zennera? Były ale były one wrażliwe na zmiany temperatury i stabilność płynącego przez nie prądu, niemniej właśnie nimi się szczególnie zainteresowałem. Zakres napięć referencyjnych jakie dawały diody Zennera wynosił od kilku do kilkunastu woltów. Co było dla mnie ważne to to że w zakresie tak między 5,6 a 6,2 wolta diody zmieniały znak współczynnika temperaturowego. Jeśli w tym zakresie zmienia się znak współczynnika temperaturowego – rozumowałem – to musi być gdzieś przejście przez zero czyli praktycznie prawie zerowy współczynnik temperaturowy a takie właściwości były dla tego super stabilnego zasilacza potrzebne.
Selekcja samych diod nie dawała oczekiwanego rezultatu więc spróbowałem inaczej. Przez diody te przepuszczałem prąd w zakresie od jednego mikroampera do dziesięciu miliamperów i przy każdej wartości prądu sprawdzałem jaki ma współczynnik temperaturowy. Okazało się że przy prądach w zakresie 10-100 mikroamperów diody miały prawie zerowy współczynnik temperaturowy! Tego właśnie szukałem.
To producenci o tym nie wiedzieli? Jak by wiedzieli to by oferowali je jako super stabilne źródła napięcia odniesienia i to po wysokiej cenie.
Czy rzeczywiście to zjawisko było nieznane? Wtedy pod koniec lat siedemdziesiątych w literaturze technicznej nie znalazłem nawet śladu opisu a i dziś po prawie trzydziestu latach nie wiem czy opis tego zjawiska znaleźć.

SJS

Odwiedź nas na facebooku

Waszym zdaniem

Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.