KurierGarwoliński.pl

czan maj 2022

Wspomnienia z lat, które przeszły

Patenty

Dodano:

Przepracowałem w Instytucie Fizyki trzynaście lat i im więcej czasu upływa od tamtych lat tym bardziej widzę nonsensy mechanizmów jakie tam działały. Więcej wiem, więcej widziałem od tamtych lat a więc i baza do porównań większa. Czy winni byli ludzie? W większości - nie.

"Choroba" miała swoje źródła na tak wielu płaszczyznach, że ani pojedynczy człowiek, ani nawet grupa ludzi z samego instytutu nie podołałaby tej pracy czyszczenia stajni - może Herkules?
W instytucie było pięć grup pracowników - naukowcy, administracja, mechanicy, elektronicy i sprzątaczki. Elitę stanowili oczywiście naukowcy. Administracja rządziła instytutem po swojemu. Do dziś pamiętam całe noce spędzone w instytucie po to aby "uzbierać" godziny do zapłaty za prace zlecone które można było wykonać kilka razy szybciej niż wynikało to z tabel, wyliczeń itp. "mądrych" podpórek wyprodukowanych przez głupców i dla głupców którzy pilnowali. Utrzymując sztywne nożyczki stawek godzinowych administracja promowała miernoty ponieważ czym ktoś miał większą wiedzę, szybciej i sprawniej rozwiązywał problemy projektowe tym więcej był wykorzystywany w negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie opłaciło się być sprawniejszym w pracy niż inni. Ten który potrzebował na wykonanie zadania dziesięć razy więcej czasu niż bystry pracownik - dostawał za to samo zadanie dziesięć razy więcej pieniędzy. To oczywiście przejaskrawiona opinia ale nie mniej ten mechanizm w bardzo podobnej formie działał.

REKLAMA:

Czy te tabele i ten rodzaj rozliczeń wymyślono w instytucie? Nie - ale w instytucie ich przestrzegano.
Wytworzył się mechanizm który można by w skrócie ująć tak - wykryć tego który ma dużą wiedzę, obciążyć go do granic ludzkiej możliwości a jak zacznie się z przemęczenia nie wyrabiać z robotą to żeby nie był taki cwany i wczasów mu nie przydzielimy bo przecież jego średnie dochody są wyższe niż tych "nieprzydatnych".
Ostre słowa: głupcy, nieprzydatni.
Głupcy - ponieważ były pieniądze by kupować aparaturę za dolary i to za ciężkie dolary a w sposób nieprawdopodobny ograniczano nasze dochody do poziomu kilkudziesięciu dolarów miesięcznie - czyli były dolary by płacić inżynierom w krajach kapitalistycznych a nie było pieniędzy by płacić nam! Stąd te nonsensy nocowania w instytucie aby "nabić" godziny. Wypracowano mechanizm doskonale promujący - kapitalizm, nie ten przyszły u nas tylko tamten w krajach z którymi próbowano walczyć! 
Nieprzydatni - ponieważ praca w instytucie niczym nie przypomina taśmy produkcyjnej - nie wszyscy mają predyspozycje by pracować w instytucie, w miejscu gdzie trzeba wykazywać się na co dzień własną inwencją. Nie wszyscy są jednako twórczy a niektórzy nawet zupełnie nie mają nawet zadatków aby pracować samodzielnie. Nie ma co się obrażać - tak nas przyroda nierówno talentami obdzieliła i już.
My - elektronicy zarabialiśmy tyle samo co mechanicy. Buntowałem się przeciw temu ponieważ mechanicy posługiwali się takimi samymi narzędziami jak ich ojcowie a czasami i dziadkowie. Uzupełnianie wiedzy w tej grupie zawodowej było minimalne. Co prawda jedni byli dokładniejsi w robocie, szybsi niż inni ale doskonalenie umiejętności dotyczyło w większości czynności manualnych.
Zupełnie inaczej było z nami, elektronikami. Postęp w dziedzinie elektroniki był ogromny i miał tendencję wzrostową - wymagał więc od nas ciągłego uzupełniania wiedzy. To czego nas uczyli w szkołach było w większości nieprzydatne. Każdego tygodnia pojawiały się nowe układy scalone, tranzystory, tyrystory, warystory, i dużo, dużo innych elementów. Trzeba więc było sporo czasu poświęcać na uzupełnianie wiedzy, ciągłe uzupełnianie.
Naukowcy zarabiali podle, dla nich nadzieją na podniesienie poziomu życia były wyjazdy na stypendia, kontrakty na zachód. Jeśli dostawali tam 1000 $ miesięcznie to była to równowartość pięćdziesięciu pensji w Polsce! Aby wyjechać na stypendium musieli się wykazać ciekawymi publikacjami jednym słowem musieli wymyślać eksperymenty których albo jeszcze nikt na świecie nie przeprowadził albo tylko nieliczni. Do tych "super" eksperymentów potrzebna była im unikalna aparatura czyli taka której albo nikt nie produkował albo trzeba było czekać na nią w kolejce kilka lat lub była w Demoludach zupełnie nieosiągalna bo zachód nałożył na nią embargo. Przychodzili więc do mnie i składali zamówienie na wykonanie potrzebnej im a unikalnej aparatury.
Jeśli eksperyment miał być unikalny i miał wyprzedzać innych to zrozumiałe, że aparatura musiała być jeszcze bardziej "wyprzedzająca" to co było dostępne. Do tego miejsca było to w miarę logiczne, dalej już nie ponieważ po zrobieniu zamówionego urządzenia i przeprowadzeniu dzięki niemu badań fizyk ogłaszał swoje wyniki w specjalistycznej prasie. To gdzie tu brak logiki?
Tak tylko przez te wszystkie lata tylko raz fizyk w swojej publikacji podziękował imiennie mi za zaprojektowano przeze mnie aparaturę a podczas tych lat co tam pracowałem zaprojektowałem ponad czterdzieści różnych urządzeń!
Drugim nonsensem było wynagrodzenie - sztywne nożyce ustalone gdzieś tam wysoko uniemożliwiały nawet przy najlepszych chęciach sensowne wynagrodzenie dla tych którzy brali udział w powstawaniu unikalnej aparatury.
To może na takiej unikalnej aparaturze instytut mógłby zarabiać? Mógłby i to sporo lecz działały doskonale mechanizmy utrudniające wymyślone zarówno na poziomie samej Akademii, Instytutu jak i niektórych naukowców. Dlaczego naukowiec który chciał wykazać się ciekawszymi publikacjami niż inni miałby być zainteresowany aby "jego" unikalna aparaturę powielać? Jeszcze ktoś mógłby być lepszy od niego!
Brzydko? Bywało nawet gorzej - miałem nawet tak skrajny przypadek, że gdy zaprojektowane przeze mnie stanowisko zaczęło "produkować" publikacje, kierownik tego laboratorium koniecznie chciał mnie usunąć z Instytutu. Jeszcze bym jego kolegom fizykom takie same stanowisko zaprojektował! Ponure bywają zakamarki ludzkiego myślenia. Dopiero gdy byłem w Moskwie i zobaczyłem cerkiew na Placu Czerwonym, przepiękną cerkiew zrozumiałem, że czasami stworzenie czegoś unikalnego bywa dla stwórcy zabójcze. Car kazał zabić twórcę tej cerkwi aby nie stworzył lepszego dzieła. Czyli nie było tak źle - ja przeżyłem ale pewnie dlatego, że moje dzieła były na szczęście nieporównanie mniejsze niż ta cerkiew Wasyla.
Sprzątaczki jak się 1980 roku okazało zarabiały najwięcej - to nie żart wcale. Pracowały przeciętnie 2-3 godziny dziennie a ponieważ ich pensje były porównywalne z naszymi to stawka godzinowa wychodziła im wyższa niż inżynierowi nawet na pracach zleconych! Niektóre z nich widziałem po latach na zupełnie innych stanowiskach w innych instytucjach a to jako księgowe, albo kasjerki. Sprzątaczki? Tak - widocznie te w instytucie miały jeszcze jakieś inne zadania niż tylko sprzątanie, wielu przecież było przeciwnych władzy w tym instytucie.

SJS

Odwiedź nas na facebooku

Waszym zdaniem

Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.

cóż, (, #IP a57f2e9fd8) Odpowiedz

ponad 40 urzšdzeń przez 13 lat, nie ujmujšc zasług, ale to chyba chodzi albo o podzespoły do większych urzšdzeń lub urzšdzenia tak jak zasilacze specjalne.