Samochody, samochody? Samo chody?
Bardzo ciekawy mechanizm samofinansowania zasłużonych działaczy wymyśliła komuna w Polsce. Przydziały, talony, zezwolenia to było to co ci „władcy” uwielbiali wprowadzać gdzie się dało i jak się dało. Podejrzewam, że całkiem spore zastępy ludzi zajmowało się ustalaniem komu co można przydzielić a komu pod żadnym pozorem nie wolno dać. A „dawano” prawie wszystko – cegły, cement, deski, mieszkania, telefony /nie aparaty tylko miejsce na centrali/, wczasy, studia no i samochody.
Samochody to był szczególny rodzaj towaru – można go było odsprzedawać po cenie rynkowej. Coś trzeba było wymyślić aby używane samochody, na które talonów jakoś nikt nie wymyślił, mogli się działacze pozbywać i tak zezwolono na funkcjonowanie rynku wtórnego i giełd samochodowych które miały ten rynek obsługiwać.
Mechanizm talonów samochodowych był rewelacyjnie prosty. Działacz dostawał talon na samochód. Aby było ciekawiej to samochód produkowany w Warszawie, działacz który mieszkał w Warszawie odbierał w Lublinie lub Szczecinie. Na samochód działacz dostawał pożyczkę którą można było umorzyć lub nie – czyli wśród wybrańców byli lepsi i gorsi!
Samochód przydzielony na talon po 3-4 latach można było sprzedać po cenie rynkowej czyli wyższej niż wynosiła cena zakupu nowego. Proste? Proste – po czterech latach jeżdżenia samochód miał większą wartość niż nowy – starczało więc na zakup nowego samochodu na talon i jeszcze na benzynę było! Sprawny ten komunizm? W tym przypadku nawet bardzo.
Nie należałem do wybrańców jedynie słusznego ustroju, oj nie! Nawet na zakup Syrenki nie bardzo było mnie stać ale jak urodziła się córka to już wyboru nie miałem. Z takim małym dzieckiem na motorze nie da rady jeździć!
Syrenka to był samochód dla tych co „im się ustrój nie podobie”. Nawet czasami udawało się przejechać 3 tysiące kilometrów bez konieczności naprawy. Zawsze w bagażniku miałem narzędzia do naprawy: zapasowy przegub do koła, przerywacze, regulator do ładowania akumulatora i trzeba przyznać, że przy odrobinie wprawy to wymiana urwanego przegubu nawet godziny nie trwała.
Rozwiązania techniczne w Syrence odpowiadały technice z lat trzydziestych czyli tak lekko licząc pięćdziesiąt lat do tyłu ten Świetlany Ustrój nas cofnął. Bo kto to widział aby przeguby na kołach były ślizgowe a nie krzyżakowe na łożyskach? Kto widział aby w samochodzie silnik był dwusuwowy? Nie mieli ci Technicy Jedynie Słusznego Świata ani wyobraźni ani wiedzy więc aby nikt się o tym nie dowiedział konieczne było izolowanie nas od wiadomości ze Świata bo inaczej jeszcze byśmy spostrzegli, że coś z nimi jest nie tak.
Pod koniec lat siedemdziesiątych byłem kierownikiem Sekcji Projektowania i Produkcji Aparatury Naukowej w Instytucie Fizyki PAN. Odpowiedzialność duża i wiedza potrzebna na tym stanowisku odbiegająca od przeciętnej a finanse takie sobie. Czasy kiedy w Instytucie zarabialiśmy 1,4 średniej pensji w kraju właśnie minęły i wartość naszego wynagrodzenia zmalała, bez naszego zresztą udziału w tym, do około 0,8 średniej krajowej. Ot po prostu władza uznała, że lepiej „kraść” na Zachodzie rozwiązania techniczne niż łożyć w rozwój naszej myśli technicznej. Wyrok na przyszłość Instytutów zapadł na wysokim szczeblu i szybko to odczuliśmy na własnej skórze.
Pamiętam jak zimą kładłem się w śnieg przed Instytutem aby naprawić Syrenkę. Z mojej pensji kierownika nie starczało na zapłacenie za naprawę w warsztacie. Nawet na tak prostą rzecz jak wymiana łożyska w kole! Za moja wiedzę która umożliwiała konstruowanie zasilaczy do laserów gazowych, karcinotronów, urządzeń do wytwarzania wysokich pól impulsowych, super stabilnych zasilaczy o stabilności 2x10-6 nie starczało wynagrodzenia aby opłacić mechanika samochodowego nawet za prostą naprawę!
Gdy po dwóch latach jeżdżenia zatarł się silnik to miałem do wyboru albo zapisać się w kilkumiesięczną kolejkę do warsztatu państwowego albo szukać dojścia do części. Dojścia do części? Co to znaczy?
Nie było w wolnej sprzedaży ani tłoków, ani panewek ani innych potrzebnych do remontu silnika części. Całe szczęście że Witalis Tallejko miał przydział na tłoki do Syrenki. Całe szczęście, że dobrze się znał na silniku Syrenki mechanik Poniatowski z warsztatów i dzięki temu udało się wyremontować silnik.
Blacharka w Syrence miała to do siebie, że rdza wyłaziła na wierzch tak już w czwartym, piątym roku eksploatacji. Wyłaziła i wszelkie malowania, czyszczenia i znów malowania pokrywały ją tylko na pół roku, czasami dłużej. Dużo trzeba było zachodu aby tym samochodem dało się jeździć.
Przyszedł jednak taki czas aby ten pojazd samochodowy sprzedać. Tak już o trzeciej rano ustawiłem się kolejkę samochodów na giełdę. Już około szóstej byłem jakiś kilometr od wjazdu na giełdę i wtedy z pod maski poszła para. Syrenka nie wytrzymała trzech godzin podjeżdżania po kilka metrów. Z jazdy na giełdę wyszły nici. Ostudziłem silnik, połatałem rurkę która pękła i do domu.
W następną niedzielę po pięciu godzinach czekania na wjazd udało się – wjechałem na plac, wystawiłem cenę 80 tysięcy /takie były wtedy ceny/ i czekam. Tak około południa to już 60 tysięcy było za szybą i nic. Powrót do domu i po tygodniu za szybę wystawiłem cenę 40 tysięcy - też zresztą bez rezultatu.
Co tu zrobić? Zezłościłem się – przecież części z tego samochodu są więcej warte. Części są więcej warte? To ogłosiłem, że sprzedaję Syrenkę na części. Po dwóch tygodniach znikania Syrenki zostały tylko ślady po niej a ja podliczyłem ile zarobiłem. Wyszło 120 tysięcy! Za części! Nie było kupca za 40 tysięcy a poszła w sumie za 120 tysięcy!
Tak wolny rynek – podstawa kapitalizmu- dał mi niespodziewany profit. Ciekawy mechanizm ten wolny rynek i bez udziału talonów, przydziałów....
SJS 15 sierpień 2004 roku
Odwiedź nas na facebooku
Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.

Waszym zdaniem