Dodano:
Tuż przed wybuchem Powstania w Warszawie ojciec wrócił w rodzinne strony - już było lato i lepiej w sytuacji zbliżajšcego się frontu było być blisko domu.
W lipcu - 1944 roku czyli jeszcze przed wybuchem Powstania to wyzwolenie do Rębkowa "przychodziło" kilka razy. Najpierw wieś wyzwoliło AK, wypędzili Niemców, kilkunastu z nich zabili lub wzięli do niewoli - straty własne to jeden zabity Stefan Zyśk i jeden ranny Marian Szaniawski. Później wieś została wyzwolona przez Armię Czerwoną a później czerwonoarmiejcy to kazali się wszystkim ze wsi wynieść bo Żukow ze sztabem miał tam stać i stał. Żukow to w domu u Mianowskich zakwaterował się.
Wieś przy tych kolejnych wyzwalaniach nawet nie ucierpiała - zginął chyba tylko dziadek Heńka Witaka który za papierosem podszedł do samochodu czerwonoarmiejców. Niemcy go chyba zastrzelili - ot jak niezdrowy bywa nałóg palenia.
Nowa władza, nowe porządki, nowe aresztowania, nowe rewizje - tym razem sprawniejsze od tych Niemieckich - rewizje nie porządki. Niemcy a tak dokładnie to Gestapo miało za sobą tylko dziesięć lat doświadczenia a NKWD to byli starzy fachowcy - dwadzieścia kilka lat rewizji, rewizji, aresztowań, mordowania ludzi. Mieli psi węch.
Aresztowali chyba wszystkich którzy się czymś wyróżniali. W Garwolinie na ulicy Senatorskiej na domu gdzie dziś jest sklep z karma dla zwierzaków jest tam tablica pamiątkowa - trzymali a na przesłuchania to na Przyczółek Magnuszewski wywozili. Część tych przesłuchiwanych to już na tym przyczółku została - nawet nie wiadomo gdzie. Kilkuset wywieziono w głąb Rosji. Wyzwolenie było więc ciężkie i nawet trudne do przeżycia dla wielu - długo trwało, chyba dopiero 1991 roku od nas wyzwoliciele wyszli tak na dobre.
Groźnie to jednym słowem wtedy wyglądało i rodzina zaczęła szukać możliwości uwolnienia ojca. Pomogła żydówka Goldbergowa która znała ojca jeszcze z przed wojny. Przeżyła ona okupację razem z mężem i synem chyba na Feliksinie ale nie tym koło Rudy Talubskiej tylko tym gdzieś koło Żelechowa - nawet nie wiem u kogo. Przeżyła przechowywana przez Polaków i ojca uratowała - poszła do NKWD a tam sami swoi akurat byli. Dogadała się, chyba nawet pierścionek z brylantem zostawiła tam i ojca wypuścili. Znów na wszelki wypadek trzeba było trzymać się od domu z daleka - bo a nuż sobie przypomną, że obowiązek międzynarodowej walki z burżuazją zaniedbali.
A jaką to burżuazją był mój ojciec? Dla nich każdy kto nie był obdarty i zaniedbany to był burżuj i już.
SJS
Odwiedź nas na facebooku
Redakcja serwisu "Kurier Garwoliński" nie odpowiada za żadne działania Czytelników niezgodne z prawem lub regulaminem, w szczególności za treści zamieszczone w formie komentarzy. Jednocześnie w razie konieczności zastrzega sobie prawo do ich usunięcia, jeśli uznane zostaną za niezgodne z prawem lub regulaminem, a także w sytuacji, gdy uzna to za stosowne.
Żukow (, #IP 3f03f7f18d) Odpowiedz
Żyjš jeszcze ludzie którzy to pamietajš
(, #IP 773f770b0f) Odpowiedz
Pierwsze słysze o tej sprawie

Waszym zdaniem