Bez happy endu

Moja historia nie ma szczęœliwego zakończenia, ale jakże szczęœliwy był jej poczštek.
Dodam od razu, że nie oczekuję nagrody (nie głosujcie na moją opowieść), bo nie ma już przy mnie osoby, z którą mogłabym ją zrealizować, ale chcę podzielić się swoją historią, bo wiem, że taka przygoda przytrafić się może tylko raz w życiu.
Był 17 kwietnia 2008 roku, organizowałam ze znajomymi dużą imprezę. Do ostatniej chwili biegaliśmy, przygotowywaliśmy scenę dla artystów. Biegałam i ja, czując na sobie wzrok chłopaka, który przyszedł na salę jeszcze przed rozpoczęciem. Siedział na krześle, oparty o ścianę z założonymi rekami i patrzył. Nasz wzrok spotkał się kilka razy, ale nie zamieniliśmy ani słowa. Impreza dobiegła końca, a spojrzenia i to nieznane mi dotąd uczucie stały się wspomnieniem.
19 kwietnia: "Cześć! Idziesz dziś na koncert tego zespołu, co grał u nas na imprezie? - usłyszałam w słuchawce telefonu. "Czy ja wiem. Jestem zmęczona, miałam ciężki dzień. Raczej nie" - odpowiedziałam koleżance. "No chodź, nie chcę iść sama, zrób to dla mnie!" - zaczęła mnie namawiać i namówiła. Nie zależało mi, więc nawet nie poprawiłam makijażu, ciuchy miałam jak do sprzątania - wiedziałam, że i tak zaraz się zmyję. Weszłyśmy do klubu, a zespół właśnie zaczynał grać, nieopodal stał... on.
Serce zaczęło walić jak szalone, a moja pierwsza myśl to: on tu jest, a ja wyglądam jak "idź stąd i nie wracaj". Stanęłyśmy obok niego. Patrzyliśmy na siebie z taką nieśmiałością, z taką niepewnością, ekscytacją. Uśmiechałam się sama do siebie.
Koncert dobiegł końca - okazało się, że zespół to również jego znajomi. Usiedliśmy wszyscy przy wspólnym stoliku - on też. Cieszyłam, że nie uciekł po raz drugi. Tego dnia został. Mało mówił, przyglądał się, obserwował. Choć byłam bardziej wylewna niż on, starałam się nie pokazać swojego zakłopotania. W końcu udało nam się usiąść koło siebie. I od tej chwili świat podzielił się na dwa: my i cała reszta.
Już pierwsza minuta rozmowy pokazała nam, jak wiele mamy wspólnych tematów, jak podobne mamy spojrzenia na świat, jak podobne wartości są nam bliskie. Pokochałam go od razu. On to odwzajemnił. Te wspólne lata były najwspanialszym czasem w moim życiu. Mieliśmy ciężkie chwile, los wystawiał nas na wiele prób, cierpień, ale zawsze się wspieraliśmy, był moim przyjacielem, oparciem byłam dla niego i ja.
Więc co się stało, że dziś już nie spędzimy walentynek razem? Napiszę tak: jeśli masz kogoś, kogo darzysz uczuciem i kto nim Cię również darzy, nie ulegaj słowom obcych ludzi. Postaraj się zaufać tej drugiej osobie. Rozmawiaj szczerze, nie ukrywaj w sobie tego, co Cię gryzie. Czy plotki i słowa obcych ludzi warte są tego, by psuć to, co już nigdy w życiu może się nie powtórzyć? Dziś już wiem, że nie.
Opowieść nie bierze udziału w konkursie na prośbę autorki.
Zdjęcie: sxc.hu
Autor: Karolina
Odwiedź nas na facebooku
